Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Jones Jay Brian „Gwiezdne wojny i reszta życia” – recenzja

Jones Jay Brian „Gwiezdne wojny i reszta życia” - recenzja

George Lucas to człowiek, który zepsuł mnie do cna. To jego „wina”, że lubię takie, a nie inne kino. Że mam prawie 31 lat i mam na biurku figurkę Sokoła Milenium, a w szafie koszulki z logiem Star Wars. Że nawet 2 fragmenty mojego ciała oddałam sadze, która zachwyca mnie od tak dawna – ciągle równie mocno. Jones Jay Brian „Gwiezdne wojny i reszta życia” – recenzja

Jak tylko zobaczyłam zapowiedzi tej książki, to dosłownie skakałam z radości. A gdy wreszcie kurier przyniósł ją, to poukładałam mój dzienny harmonogram tak, by mieć na nią czas. I tak, czasami trenowałam i czytałam jednocześnie, śmiejąc się, że to dobre dla duszy i umysłu, ale też dla dupy.

No i pożarłam ją w kilku posiedzeniach. Nie można było – będąc fanem Gwiezdnych Wojen i samego Lucasa – oderwać się, bo w jednej pozycji dostajesz… WSZYSTKO. Dokładnie te same emocje miałam czytając biografię Jobsa spod pióra Isaacsona.

„Gwiezdne wojny i reszta życia” to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy są fanami tej sagi. Można dowiedzieć się wielu rzeczy, można sprawdzić, czy plotki i historie, które przeszły do popkultury, są prawdziwe… No i najważniejsze – można towarzyszyć Lucasowi w procesie tworzenia jednej z najważniejszych filmowej opowieści, która na zawsze odmieniła kino, która od dziesiątek lat wstrzymuje oddech fanów, która ciągle zachwyca. Poza historiami związanymi z „Gwiezdnymi wojnami” mamy tu trochę prywaty i innych dzieł, w których mieszał Lucas. Z każdą kolejną stroną poznajemy co chodziło mu po głowie, co chciał stworzyć, co mu się udało, a co nie. Z Lucasem jesteśmy od samego początku – od czasów rodzinnych, poprzez stopniowe kształtowanie w dorosłego faceta, który sprawił, że my, fani, ciągle gdzieś w środku jesteśmy gówniarzami i jaramy się mieczami świetlnymi.

Poza tym, to też kawał kinowej historii z ogromem wielkich nazwisk. Wszyscy oni tworzyli w tym samym czasie – każdy inaczej, innymi środkami, ale każdy z nich stał się kimś ważnym… No i oczywiście mamy tu także słodko-gorzkie wspomnienia o problemach, o porażkach, o utrudnieniach. Nie wiem jak u Was, ale mnie takie momenty wręcz elektryzują. Choćby świat się walił – nie zatrzymuj się, idź dalej. Idź!

Nigdy nie zapomnę o tych emocjach, które towarzyszyły mi podczas lektury, szczególnie, że w trakcie mojego czytania, wydarzyła się tragedia, która zasmuciła każdego fana Star Wars. Carrie Fisher przeszła do Mocy, zamykając w ten sposób jakiś rozdział…

Carrie… Lucas kazał jej zrzucić 5 kg, zanim zaczęli nagrywać „Nową Nadzieję” i miał jakąś obsesję na punkcie jej piersi. Upierał się, że nie mogą podskakiwać w kosmosie.

Czy polecam? Tak. To jedna z najlepiej napisanych biografii, jaka przeszła przez moje ręce.

Jones Jay Brian „Gwiezdne wojny i reszta życia” – recenzja