Ingrid Seward – Mój mąż i ja – recenzja

Ingrid Seward - Mój mąż i ja - recenzja1

KAŻDY MA JAKIEGOŚ BZIKA, prawda? Mam i ja. Mogłabym godzinami gadać o moich psach, o Kardashiankach, o mojej pracy i o brytyjskiej monarchii. Nasza była tak nudna i niemrawa, że szkoda czasu, chociaż lojalnie uprzedzam – o polskiej historii czytam dużo, tylko nie mam na jej punkcie obsesji. Co innego z obozem brytyjskim. Tu łykam wszystko, co tylko pojawi się na rynku.

Ingrid Seward – Mój mąż i ja – recenzja

I oto jestem ja w Empiku. Prawie biegnąca do pierwszej lepszej ekspedientki, poprosiłam o wskazanie książki, która odcięła mnie od świata na kilkanaście godzin. Jak dobrze, że mam coś na kształt wakacji…

Ona go pokochała od razu, gdy miała 14 lat. Nie było w jej życiu nikogo innego. Księżniczka, przyszła głowa państwa i ogromnej wspólnoty i książę – gołodupiec gdzieś z cholera wie skąd, żołnierz, ale bardzo przystojny i… niepokorny. Ona „zabrała” mu wszystko, dając przy okazji wiele. On – zawsze dwa kroki za nią. Cóż, taka praca. Ale minęły lata, dziesiątki lat. Wiele burz, wiele problemów. Nadal są małżeństwem. Ona nadal patrzy na niego z miłością.

Książka stanowi wspaniałe uzupełnienie do serialu „The Crown”. Jeśli komuś spodobała się ta tematyka, to książka go pochłonie, bo jest dużo bardziej „smaczkowa”. Jest w niej ogrom informacji, o których jeszcze nie pisano. Jest bardzo ciekawa nawet dla tych, którzy mają już jakąś wiedzę o współczesnej brytyjskiej monarchii.

Nie ma co ukrywać, to nie książka o księciu i księżniczce z jakąś romantyczną fabułą, tylko konkretna biografia, która takim świrom jak ja – robi bardzo dobrze. Ja naprawdę nie umiałam oderwać się od niej. Od siebie dodałabym jedynie więcej zdjęć, bo przecież archiwa są pełne fotografii, na których widnieje Elżbieta i Filip od najmłodszych momentów ich życia.

Jeśli czekanie na kolejny sezon „The Crown” – tak jak i dla mnie – jest turbo długie i upierdliwe, to warto poczytać tę książkę. Bogata w informacje, ciekawa, wciągająca. Dla takich windsorowych zboczeńców!

Tagi: Ingrid Seward – Mój mąż i ja – recenzja, książki recenzja, recenzje książek, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie, blog recenzencki

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad