Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

Burnt

ONA:

Filmy „kulinarne” to największe zło na świecie. Idziesz sobie po pracy na nocny seans, zaczynasz oglądać, jak bohaterowie robią cuda w kuchni. Wracasz, po drodze masz jakiegoś kebsa, czy innego maka i walczysz, piłujesz swój charakter, bo te 90 minut w kinie było prawdziwą torturą. Brzuch Ci warczy i to warczy coraz głośniej. Ślinianki pracują jak oszalałe. Masz wrażenie, że czujesz każdy zapach i smak, wyczuwasz, że właśnie teraz ktoś smaży kotleta, wbija zęby w świeżo upieczone ciasto… Tak… Filmy „kulinarne” to największe zło na świecie.

Odkąd zobaczyłam film „Chef” zdałam sobie sprawę z tego, że ta filmowa gałąź nie jest wystarczająco dopieszczona. No zastanówcie się, ile w ciągu roku powstaje filmów, w którym główne skrzypce gra jedzenie? Niezbyt wiele. Obok „Ugotowanego” nie byłam w stanie przejść obojętnie. Poza tym – Bradley Cooper.

Adam Jones to bardzo dobry szef kuchni. Jego talent, charyzma, smak… To wszystko sprawiało, że facet był skazany na sukces. Niestety, zamiłowanie do wódy, dragów i dup sprowadziło go na baaardzo złą ścieżkę. Stoczył się na samo dno. Ale teraz wraca. Jest czysty, odpokutował swoje winy, ma apetyt. Ogromny. Chce zgarnąć wszystko. Chce dostać trzy gwiazdki, co podobno równoważne jest z byciem Mistrzem Jedi. Chce być pieprzonym Yodą wśród kucharzy. I zaczyna się jego walka o sam szczyt.

To nie jest komedia. To jest wartki, zaskakujący, ale i ciepły obyczaj, w którym można dostrzec sporo „prawd”, takich o życiu, o relacjach z ludźmi itp. Oni zawsze dzielą się na tych, którzy Ci sprzyjają i na tych, którzy wbiliby Ci nóż w plecy, gdybyś tylko się odwrócił. Poza tym, jest po prostu zajebiście nakręcony. Jest ładny, wciąga, jest dobrze zagrany, świetnie udźwiękowiony, charakterny, jak główny bohater. Nie nudzi. Absolutni nie! Jest jak ciepły, pyszny posiłek, podany pod nos, przygotowany przez ukochaną osobę, zjedzony w spokoju po ciężkim dniu. Jestem uraczona tym, jak film o jedzeniu – no ok, o kucharzach, może być podany. Poważnie, chcesz po seansie pieprznąć wszystkim w kąt i zacząć gotować. Smażyć, prażyć, mieszać, smakować. A przecież fabuła tego filmu skonstruowana jest tak, że to wcale nie musiało być dzieło o kucharzach, tylko o każdym innym zawodzie. Ten film jest o tym, jak walczyć o swoje marzenia, jak walczyć o sukces i o tym jak ważne jest to, by przyjaciele byli obok. A, no i naturalnie – jak sprawdzić, czy osoba, której ufamy, nie jest zwykłym chujem.

ON:

Rzadko zdarza się, że na filmie o gotowaniu siedzimy jak na szpilkach. Johnowi Wellsowi udała się niesamowita sztuka. Stworzył film opowiadający o perypetiach szefa kuchni, który trzyma w napięciu praktycznie przez cały seans. Danie zaserwowane przez Wellsa doprawione jest odrobiną goryczy i szczyptą humoru. Mieszanka, którą stworzył na bazie recepty Stevena Knighta, okazuje się smaczna, estetyczna i przede wszystkim syta. Czego tak naprawdę chcieć więcej?

Adam Johnes był mistrzem kuchni. Jego przepisy, styl i smak były wychwalane przez krytyków kulinarnych oraz smakoszy wykwintnych dań. Swoją karierę zaczynał w Paryżu, gdzie wkręcił się do restauracji jednego z najlepszych kucharzy na świecie. Coś jednak poszło nie tak. U szczytu sławy w głowie zaszalała wóda, dragi i sex, a z wielkiej gwiazdy Adam stał się wielkim przegranym. Najgorsze jest to, że za sobą pociągnął na dno kilka osób, a po wszystkim zniknął.

Nie było go kilka lat. W tym czasie wylądował gdzieś w Nowym Orleanie i obrał milion świeżych ostryg. Gdy to już zrobił, postanowił wrócić do żywych i zdobyć to, na czym najbardziej mu zależało, czyli trzecią gwiazdkę Michelin. Nie wraca jednak na stare śmieci, ale odwiedza Londyn, gdzie ma zamiar otworzyć najlepszą w rejonie restaurację. Czym jego miejsce ma się różnić od innych tego typu? Ma mieć ducha, atmosferę. Ludzie mają tutaj przychodzić i błagać o miejsca przy stoliku. Adam uparcie dąży do swojego celu. Znajduje osoby, które sfinansują to przedsięwzięcie, zatrudnia ekipę, która poradzi sobie z każdym daniem, a on sam staje na czele zastępu kuchennych wojowników.

Przez 100 minut filmu odbywamy niesamowitą kulinarną podróż, która otwiera przed nami drzwi kuchennej restauracji. Okazuje się, że jest to miejsce, w którym dzieją się dramaty, nawiązują przyjaźnie i miłości, wszystko to pomiędzy garnkami, palnikami, patelniami.

Niesamowitość tego filmu polega na tym, że poza jedzeniem, które odgrywa tutaj ważną rolę, znajdziemy jeszcze inne elementy, będące składową tego dania. Są to drobiazgi, bez których to dzieło byłoby zupełnie zwykłe. „Ugotowany” jest jak wyśmienite danie, które nawet gdy ochłodnie może okazać się smacznym kąskiem. Po seansie zaczynamy wierzyć, że każdy z nas może  stać się niesamowitym mistrzem kucharzenia. Naprawdę smakowite kino.