Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Charlie LeDuff – „Detroit: Sekcja zwłok Ameryki” – recenzja

Charlie LeDuff - „Detroit: Sekcja zwłok Ameryki” - recenzja

Detroit, miasto w stanie Michigan. Kiedyś perła w koronie Ameryki, a teraz? Miejsce przeklęte przez zapomnianych bogów przemysłu. Każdy dzień to podróż przez dziewięć kręgów piekła; podróż, w której towarzyszy nam Charlie LeDuff. Charlie LeDuff – „Detroit: Sekcja zwłok Ameryki” – recenzja

LeDuff rzucił w cholerę etat w New York Times. Wkurwiało go pokazywanie wizji świata, która jest fikcją. Kolejne dni spędzone na pracy dziennikarskiej prowadziły bardziej do frustracji, niż do zawodowego spełnienia. Pozostawiając za sobą Nowy Jork, wraca do Detroit, rodzinnego miasta, które dawno przestało być „wystawowym dzieckiem” USA. Teraz to śmierdząca i brudna, wstydliwa pamiątka po latach świetności tego rejonu. Jego sentymentalna podróż po tym rejonie to nie tylko grzebanie patykiem w gorejącej ranie Ameryki, ale także rozprawienie się z własnymi demonami.

Detroit to miasto duchów. Ponad 40% budynków tego miasta to pustostany, 1/3 mieszkańców żyje na granicy ubóstwa, a przez 50 ostatnich lat jego liczebność spadła z dwóch milionów na niewiele ponad siedemset tysięcy. Dodatkowo, 80% populacji to Afroamerykanie. Po zakładach i fabrykach, które kiedyś zatrudniały rzesze ludzi, pozostały wysprzedane szkielety lub rozkradzione place. Młodzież, nie widząc celu nauki, porzuca szkoły, w których i tak nie ma za bardzo komu uczyć. Analfabetyzm to norma, a wychodzenie na ulice zakończyć się może, w najlepszym wypadku, pobiciem. „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie” – takie zdanie powinno widnieć na rogatkach miasta. Nadziei już jednak nie ma – zginęła razem z metropolią. Detroit to stolica zbrodni, czarnoskórzy obywatele nastawieni są na socjal i nicnierobienie. Roczna liczba morderstw jest większa niż ilość dni w roku. Podczas rozbierania tego miejsca na czynniki pierwsze, LeDuff staje się głównym kołem napędowym opowieści. Jest obok strażaków, którzy gaszą pożary, gdyż podpalenia to normalka, rozmawia z ludźmi, bada sprawę seksafery burmistrza i defraudacji przez niego publicznych pieniędzy. Jego oczami widzimy erozję miasta i rozpad społeczeństwa, które sięgnęło dna. Niektórym mieszkańcom bliżej do hien, zmór, które gołymi rękami i zębami są w stanie rozerwać na strzępy nawet własnych bliskich. Zrobią to za butelkę whisky, garść monet lub tylko po to, aby zgwałcić wychładzające się zwłoki. Charlie LeDuff nie pierdoli się w swojej opowieści. Nie obawia się ciężkich i dosadnych słów, nie boi opisać ze szczegółami obecnego stanu miasta.

Są reportaże, które szokują. Takim jest między innymi „Dziękujemy za palenie” wydane przez PAH (do pobrania tutaj), czy też „Życie na miarę” Marka Rabija, jednak LeDuff wyprzedza tamte dzieła o dwie długości. Drze do przodu swoją, tylko sobie właściwą, siłą i stara się opowiedzieć nam jak najwięcej. Ze wspomnianymi wyżej książkami tekst LeDuffa łączy poczucie beznadziei, brak happy endu. Tutaj nie ma siły sprawczej i naprawczej. Jeśli jednak jesteśmy w stanie pojąć biedę krajów trzeciego świata i dziwaczną kulturę tamtych rejonów, to ciężko zrozumieć nam to, stało się z Detroit. Ten upadający anioł gnije i śmierdzi, a bóg patrzy na te zwłoki z białego budynku gdzieś na południu i stara się coś zrobić. Co? Tego nie wie nikt, nawet chyba on sam.

„Detroit: Sekcja zwłok Ameryki” to lektura, po której dużo i długo się myśli.

Charlie LeDuff – „Detroit: Sekcja zwłok Ameryki” – recenzja