colonia_marudzenie

ONA:

Nie lubię Emmy Watson.
Nie przepadam też za Danielem Brühlem.
Nie znam twórczości Floriana Gallenbergera, który jest reżyserem i scenarzystą tego filmu.

I co się okazało?
Watson jest takim aktorskim kujonkiem, który za wszelką cenę próbuje zerwać z wizerunkiem Hermiony, tylko robi to na tyle nieudolnie, że nadal tą Hermioną jest – po prostu gra w innych filmach. Ale doceniam to, jak dobiera pod siebie role, jak wybiera filmy, które są nawet wartościowe. Na Brühlera już nie mogę patrzeć. Poważnie. Ale jak się okazało – „Colonia” to film bardzo ciekawy i mimo tego, że na faktach – potrafi bardzo trzymać w napięciu. Produkcja okazała się naprawdę porywająca.

Wszystko dzieje się w Chile podczas politycznego przewrotu. Lena (E. Watson) jest stewardesą, a Daniel (D. Brühl) trochę za bardzo zaangażował się w sprawy polityczne. Gdy więc wrogi obóz dzierży władzę… no cóż, koleś ma po prostu przejebane. Jej udaje się jakoś uniknąć kary, ale Daniel trafia „do niewoli”. Najpierw jest dość osobliwie torturowany, a potem znika. Jego dziewczyna robi wszystko, by wyłapać trop… Ścieżka prowadzi wprost do sekty, z której nie ma szans na ucieczkę. Wyprane przez ideologię mózgi nie za bardzo są w stanie walczyć z religijnym reżimem, który narzucił Paul Schäfer – najważniejsza postać w sekcie.

Ale Lena robi wszystko, by pomóc ukochanemu. Decyduje się wstąpić w szeregi grupy…

Film mi się podobał. I to bardzo. Fabuła wciąga i opowiada o prawdziwych wydarzeniach, a ja to uwielbiam, kiedy po seansie mogę jeszcze coś więcej poczytać, zderzyć fakty z wyobrażeniem. Jest całkiem fajnie nagrany, a główni bohaterowie mnie nie męczą.

Męczyły mnie za to inne rzeczy. Te pieprzone refleksje, które dopadają bez ostrzeżenia i sprawiają, że myślisz o danym dziele jeszcze długo po seansie.

Po pierwsze, przeraża mnie to, co ideologia potrafi zrobić z człowiekiem, z jego życiem, charakterem. Widzę to na codzień, widzę to w mediach, a film podkreślił to jeszcze bardziej. Nie jest ważne, czy to ideologia polityczna, czy religijna, czy jakakolwiek inna. Ortodoksyjność to skrajnie kretyńskie podejście do ludzi i co najgorsze – ono jest zawsze wrogie. Po drugie, to ile jesteś w stanie wytrzymać, znieść, poświecić dla miłości? Z czego możesz zrezygnować? Jak bardzo przestajesz myśleć? Ile popełniasz błędów – świadomie czy nieświadomie? Jak mocno jesteś w stanie zrezygnować z siebie dla kogoś? Niekoniecznie musi tu chodzić o miłość „romantyczną”. O każdą! To ponoć stan jak w chorobie psychicznej, więc czy możesz logiczne, z twardą głową wybrać dobrze? A co, jeśli po czasie dowiadujesz się, że… no cóż. Zaliczyłeś błąd, który Cię będzie drogo kosztował?

Wracając do filmu – „Colonia” trzymała mnie tak samo mocno za gardło, jak „Operacja Argo”.

ON:

„Colonia” opowiada o wydarzeniach, które miały miejsce w Chile za czasów Pinocheta. W czasie, gdy w innych krajach walczono o prawa człowieka, godność i starano się budować społeczeństwo oparte na szacunku, tam było inaczej. W Kolonii Dignidad, zarządzanej przez niejakiego Paula Schafera, działy się rzeczy niestworzone. Wykorzystywanie seksualne dzieci, przemoc, tortury, morderstwa. To wszystko było na porządku dziennym. O tym, co się tam działo, stara się opowiedzieć młody niemiecki reżyser Florian Gallenberger. Trzeba przyznać, że robi to bardzo umiejętnie. Kolejne minuty filmu nakręcają coraz to bardziej. Potęgowanie poczucia bezsilności i niesamowitego zaszczucia stawia tę historię na granicy niezłego horroru, którym tak naprawdę była. I chociaż Emma Watson nie jest niesamowitą aktorką, a Daniel Bruhl jest nijaki w tym filmie, to trzeb przyznać, że nadrabia on innymi elementami, które aż proszą się o komentarz.

Oglądając „Colonię” mamy wrażenie, że wszystko jest spisane na straty. Każda akcja wywołuje reakcję, a bohaterowie skazani są na zagładę. Może dlatego siedziałem jak na szpilkach podczas seansu. Przeraża jeszcze coś innego: wiedza, że pokazywane wydarzenia miały miejsce naprawdę. Że był pojeb, zwący się Schafer, że inny pojeb o nazwisku Pinochet trzymał wszyskich za pyski, a za jego rządów ulice spływały krwią. Co w tym wszystkim jest najgorsze? To, że często takie osoby są nietykalne, a ich czyny pozostają bez konsekwencji. Jak było w tym przypadku? Sprawdźcie sami, bowiem „Colonia” to naprawdę niezłe kino.

Colonia – recenzja