Gravity Rush 2 – recenzja

Gravity Rush 2 - recenzja

Jakiś czas temu na wyprzedaży kupiłem za grosze pierwsze „Gravity Rush”, bardzo rozbudowaną grę przygodowo-platformową, która pokazała, że tytuły ze wschodu mogą być bardzo europejskie, a jednocześnie pozostają przepełnione azjatyckimi akcentami. I chociaż na początku miałem problemy z przyzwyczajeniem się do sterowania, to po pierwszej godzinie odnalezienie się w przestrzeni nie stanowiło już większego problemu. Nadszedł czas na drugą część tejże przygody.

Gravity Rush 2 – recenzja

Ogromny świat – mało powiedziane

Średnio przy nowych tytułach spędzam po 8, maksymalnie 10 godzin. Czasami gry niezależne można ukończyć szybciej, ale nie o takich produkcjach teraz piszę. „Gravity Rush 2” spokojnie zabiera nam około 40-50 godzin z naszego życia, co w obecnych czasach jest naprawdę niezwykłą rzadkością. Oczywiście mamy „Wiedźmina 3”, „Mass Effect Andromeda”, czy też inne produkcje, ale nie jest ich znów aż tak wiele.

Gravity Rush 2 recenzja

Twórcy chwalą się, że „GR2” jest trzy razy większa od swojej poprzedniczki. I wydaje mi się, że nie są to słowa rzucone na wiatr. Tutaj każda kolejna interakcja z NPC-ami, rozmowa, odwiedzenie nowego miejsca to nowe zadania, wątki i treści. Otwarty świat jest ogromny, a dodatkowe, pojawiające się przez cały czas atrakcje sprawiają, że chce nam się biegać i grać dalej. Zróżnicowanie dzielnic, budowy i wystroju także zachęca do dalszej eksploracji.

O co w tym chodzi?

Tak naprawdę w „Gravity Rush 2” może zagrać każdy, nawet osoba, która nie zna fabuły części pierwszej. W pewnym momencie gry pojawiają się nawiązania do poprzedniczki, ale opowieść jest tak stworzona, że dość szybko będziemy wiedzieć co, dlaczego, gdzie i jak.

Gravity Rush 2- recenzja

Jeśli chodzi o mechanikę, wszystko zostaje po staremu. Kat potrafi bawić się grawitacją i robi to świetnie. Dodano jej nowe style – Księżyca i Jupitera, które pozwalają na jeszcze ciekawszą zabawę. Poza tym nie zmienia się nic, walki są widowiskowe, skoki, przeskoki, obroty, szukanie góry i dołu podczas dryfowania w powietrzu. Dodatkiem jest wprowadzenie do zabawy znanej z pierwszej części postaci Raven. Pomaga ona w walkach, między innymi podczas wykonywania ataków specjalnych. Jednak nie ma jej z nami przez cały czas, pojawia się ona tylko w niektórych wątkach fabularnych, gdy jej osoba ma znaczenie dla całej historii.

Pod względem fabularnym początek „Gravity Rush 2” może lekko znudzić. Większość zadań to questy typu przynieś, podaj, pozamiataj, nasza pozbawiona mocy bohaterka zupełnie nie zachwyca, a część dialogów jest po prostu drętwa. Jednak z biegiem czasu dostajemy świetną, bardzo dopracowaną baśń, która zachwyca swoją budową i pozwala na oderwanie się od rzeczywistości.

Gravity Rush 2 -recenzja

Nie zabrakło niewielkich błędów, które mogą denerwować. Kolizje w walce, klony mieszkańców miasta, powtarzalne poboczne zadania, czy też wyścigi, które denerwują od czasu pierwszej części gry. Gdy jednak popatrzymy na wszystko przez pryzmat całości, wydają się to być drobiazgi.

Sieciowa gorączka

„Gravity Rush 2” dostało sieciowe dodatki. Nie ma tutaj mowy o wzajemnych walkach, ale możemy konkurować z innymi graczami pod względem czasów, które osiągamy w wyścigach. Dodatkowo dzięki wyposażeniu Kat w aparat mamy szansę robienia zdjęć i wysyłania ich w sieć. Możemy na nich pokazywać miejsca ukrycia skarbów, a jeśli dzięki nam odkryją je inni gracze, otrzymamy nagrodę. Dodatkowo możemy zwiedzać kopalnie, w których ukryte są skarby pilnowane przez silne potwory. To, co znajdziemy w środku, zależy od ilości graczy, którzy dotarli tu przed nami. To takie drobiazgi, ale mogą umilić grę.

Jak dla mnie „Gravity Rush 2” to mocny tytuł, który pokazuje się tylko na urządzenia ze stajni Sony. To kolejna produkcja, jaka udowadnia, że podejście do gier akcji może być inne i – co najważniejsze – bardzo ciekawe. Fajny tytuł, by oderwać się od ziemi na kilkadziesiąt godzin.

Tagi: Gravity Rush 2 – recenzja, gry, recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Dawid

Podziel się postem
468 ad