Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner gry planszowe/stolikowe/karciane RECENZJA

N++ – recenzja

N++ - recenzja

Na Xbox 360 pojawiła się dawno temu gierka “N+”. Tytuł ten, który wcześniej dostępny był na PC, to taka flashowa gierka wymagająca od nas zręczności i ogromnej cierpliwości. Wszystko dlatego, że nawet najmniejszy błąd zmusza nas do ponownego rozpoczynania poziomu. Zasady gry są proste, zginąć jest jeszcze łatwiej. Teraz możemy zagrać w “N++”.

N++ – recenzja 

Im dalej, tym trudniej

Każdy level to swoisty labirynt, tor przeszkód, który musimy pokonać, otworzyć zamknięte drzwi i opuścić pomieszczenie. W każdym pokoju znajdują się też złote gwiazdki, które należy zebrać, ale nie trzeba mieć ich wszystkich, by opuścić pokój. Tyle na początku, gdyż im dalej w las, tym większa kurwica nas bierze. Poziomy są coraz to bardziej wymagające, a niektóre to jakaś jazda. Każdy kolejny poziom jest jeszcze bliższy niemożliwemu. Poważnie!

Minimalizm

Jeśli ktoś grał w N+, wie, że nie można oczekiwać tutaj grafiki rodem z „The Last of US”, ta gra ma bowiem swoje korzenie w przeglądarkach. Minimalizm, wektorowy minimalizm to wszystko, czego potrzebujemy. Złote elementy są ok, czerwone nas zabijają, nasz ninja jest czarny jak noc. Tylko, że potem dochodzą do tego drony, rakiety, wieżyczki. Kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że jesteśmy na granicy wytrzymałości, okazuje się, że jesteśmy właśnie po planszach wprowadzających nas do rozgrywki. Przed nami tysiąc kolejnych. Poważnie. Ilość poziomów jest niezliczona.

N++ - recenzja

Plansze pogrupowane są po pięć, co sprawia, że dajemy grze jeszcze jedną szansę, i jeszcze jedną, i kolejną, aż zamkniemy kolejny „rozdział”. Wydaje mi się jednak, że w pewnym momencie zaczyna się taka jazda, że wiele osób odpuści. Fajne jest to, że możemy wiele map przejść w kooperacji z naszymi znajomymi i innymi graczami. Jednak to, co tam się dzieje, to jazda bez trzymanki i przy tych etapach tryb single wydaje się spacerem po dzikiej plaży. Aby ukończyć każdy z nich, trzeba współpracy wszystkich osób, inaczej można zapomnieć o wygranej.

N++ - recenzja

Dodatkowo warto wspomnieć o muzyce, która jest tak lekka i tak pasuje, że dosłownie zapominamy o tym, że cały czas nam towarzyszy.

Cały czas nowe

Do dyspozycji graczy twórcy dali też prosty edytor poziomów, dzięki czemu dość szybko pojawiły się nowe plansze, które naprawdę są przemyślane. Oczywiście znajdują się tu też poziomy zmuszające naszego „nindżę” do skakania po penisach, ale dość szybko da się wyfiltrować te wartościowe kreacje.

Co by nie mówić, N++ jest pozycją wartą uwagi, szczególnie dla osób, które uwielbiają wyzwania i nie zrażają się porażkami. Osoby, które szybko się poddają i wpadają w ogromną kurwicę, która łączy się z rzucaniem padem o ścianę, raczej powinny sobie darować.

Tagi: N++ – recenzja , recenzje gier, gry recenzje, blog marudzenie, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki