Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner MUZYKA RECENZJA

O.S.T.R. – “Życie po śmierci”

ON:

Nie jestem fanem polskiego hip-hopu. Ba -nie jestem fanem hip-hopu w ogóle. To muzyka, która zupełnie do mnie nie trafia. Jedyny artysta, który jakoś potrafił mnie oczarować, to był FISZ/EMADE, a dokładniej projekt Tworzywo Sztuczne. „F3” zawsze do mnie docierał, rozwalał swoją kompozycją i dawał pewne zaspokojenie na dźwięki tego typu. Rok temu na rynku pojawił się krążek O.S.T.R-a lub Ostrego, jeśli ktoś woli tę nazwę. Gdy na Deezerze pojawił się ten album – po prostu zignorowałem go i pozwoliłem żyć swoim własnym życiem. Życiem, w którym nie było mojej osoby.

Wszystko dlatego, że założyłem na oczy klapki, a Ostrego wsadziłem do tego samego pudełka, co większość zbuntowanych gówniarzy, którzy palą blanty. Minął prawie rok. Podczas rozmowy z przyjacielem następuje mała wzmianka na temat „Podróży zwanej życiem”. Jeszcze tego samego dnia postanowiłem sprawdzić o co tyle hałasu.

No i stało się – odpłynąłem. Przecież Adam Ostrowski, zwany Ostrym, ma tyle lat co ja, przecież dorosły facet mający rodzinę, nie będzie pisał piosenek o pierdołach, o tym, że życie jest takie straszne i złe oraz o tym, co się dzieje pod klatką na łódzkim czy warszawskim osiedlu, gdzie polscy gangsterzy z ulicy prześcigają się w tym, który jest większym twardzielem i ile lasek wyruchał. Od tamtego czasu pięknie wydana płata ląduje regularnie w moim odtwarzaczu.

Wczoraj miała miejsce premiera „Życia po śmierci”. Przymierzałem się do kupna tego dzieła, ale nie spodziewałem się, że o 1 w nocy coś we mnie pęknie i zassam go z oficjalnej strony Asfaltu. Zapłaciłem szybkim przelewem, a chwilę później otrzymałem link do cyfrowej wersji krążka. Jeszcze przed snem przesłuchałem kilka ścieżek, ale dopiero dziś na spokojnie zapoznałem się z najnowszą produkcją O.S.T.R-a. Mogę już spokojnie powiedzieć, że jeśli „Podróż zwana życiem” była świetnym i dojrzałym tworem, to „Życie po śmierci” jest osobistą spowiedzią Adama Ostrowskiego.

Najnowszy krążek to pod względem tekstowym niesamowita jazda bez trzymanki. Ostry krok po kroku, utwór po utworze, opowiada historię swojego życia, a dokładniej momentów, które miały ogromny wpływ na jego karierę i życie osobiste. Niespodziewane problemy zdrowotne, codzienne zmaganie się z rzeczywistością, rodzina, dzieci – to wszystko jest tematem jego wyznania. „Maryśka” także jest na tym albumie, ale nie jest bohaterką pozytywną. To trochę taka laska, która daje Ci dużo, ale to wszystko jest złudzeniem – więcej zabiera niż daje. Czasami jego słowa są oczywiste, jak np. to „że prawdziwi przyjaciele pojawiają się w biedzie”, ale to właśnie ta zwykła codzienność staje się najlepszym tłem dla jego historii. „Diagnoza”, „Spowiedź”, czy też „Kropla wody” pokazują, co dzieje z nami i otaczającymi nas osobami w chwili, gdy wszystko się jebie. Praktycznie każda kolejna ścieżka posiada wprowadzenie Ostrego. W kilku zdaniach opowiada co się wydarzyło, co było podwalinami pod kolejny utwór. W ten sposób jesteśmy bliżej opowiadającego, łatwiej nam wczuć się w jego życie. Naprawdę teksty, są bardzo mocne i osobiste.

Podkład muzyczny to kolejna bardzo mocna strona krążka. Już na poprzednim albumie zakochałem się w dźwiękach i samplach, które tworzyły muzyczny pejzaż. Ostry naprawdę potrafi złożyć coś z niczego. Jego podkład jest tak dobry, że można go słuchać nawet bez wokali. Jest kilka takich płyt, które w wersji bez słów stają się czymś nowym. Tutaj jest podobnie. Ciekawostką jest, że w Asfalcie do zakupu otrzymujemy dodatkową płytę „Życie po śmierci (Snap Jazz Edition). To druga, bardziej jazzowa, może „klubowa” wersja tej opowieści. Jest inna, ale ma swój, naprawdę świetny klimat.

„Życie po śmierci”, to album wyłamujący się z szablonu. Świetnie zagrany i złożony, posiadający niesamowicie dorosłe teksty i co najważniejsze – prawdziwy. O.S.T.R mówi o dorosłym życiu, opowiada o codzienności i życiu, które jest bliskie zwykłemu facetowi, a nie kolesiowi w dresie, który lubi napierdalać się z innymi chłopakami z podwórka. Myślę, że warto, aby płytę przesłuchał każdy facet, który przestał już myśleć tylko o zabawie.