Opowieść podręcznej – recenzja

Opowieść podręcznej recenzja

Chyba powoli powinnam przestać pisać, we wpisach o serialach, że nie lubię ich oglądać. Bo w ciągu dość krótkiego czasu obejrzałam dwa i oba mi się podobały. Bardzo! Albo coś się we mnie zmienia, albo to kwestia wakacyjnego luzu, albo po prostu trafiłam na lepsze, ciekawsze. Wiem, że „Gra o Tron” ma kolejny sezon, a ja nadal kompletnie nie umiem się przełamać do tego tytułu, za to, zupełnym przypadkiem, trafiłam na „The Handmaid’s Tale” – „Opowieść podręcznej”…

Opowieść podręcznej – recenzja

To ciężki serial, nie ma co. Szczególnie, gdy jest się kobietą. Szczególnie w tych czasach, kiedy to odbiera się nam kolejne prawa i wolności, a nasz głos – potężny i silny, w zderzeniu z polityczną machiną jest żaden. „Opowieść podręcznej” to utopijna przyszłość, która przeraża…

Nie wchodząc w szczegóły, bo serial ten jest tak skonstruowany, że z każdym odcinkiem opowiada nam więcej, COŚ się stało. Coś pieprznęło, coś się zmieniło. Nie ma już Stanów Zjednoczonych, jest inny kraj. Kraj fundamentalistyczny, którym rządzą popieprzeni ludzie… No ale powiecie „Gdzie w tym wszystkim kobiety?” – skoro wcześniej napisałam, że ogląda się go ciężko szczególnie, gdy jest się kobietą…

Kobiety dzielą się na dwie grupy: płodne i niepłodne. Te płodne są zatrzymywane, zamykane w czymś, co mi się kojarzy z dość osobliwym obozem, klasztorem. I służą swojemu panu. Nawet przejmują jego imię. Chodzi oczywiście o to, by przetrwał gatunek. By tworzyć kolejne pokolenia… Żeby podkręcić całość warto dodać, że pan ma żonę. Często niepłodną. I ona towarzyszy mu oraz podręcznej w trakcie współżycia. Serio. A poza tym mamy tu klasyczne pranie mózgów, skrajne zezwierzęcenie, chociaż ja, ze względu na to, że kocham zwierzaki w opór, powinnam napisać – skrajne odczłowieczenie. I całkiem niezłą schizę fundują nam twórcy. Dobra schiza w serialu zawsze wchodzi wybitnie, bo wtedy masz ochotę na więcej i więcej!

No… bez dwóch zdań – wchodzi ten serial świetnie. Zaskakuje, wkręca, niezbyt wiele mówi od razu, a każdy kolejny odcinek odkrywa przed Tobą kolejne karty. Aktorzy tu są bardzo… zwykli. Ja kojarzyłam tylko 2. Nie są wybitnie urodziwi, nie są inni. Są zwykli. Fabuła? OMG! Momentami miałam taką wkrętkę, że leżałam w łóżku i serio – tylko przyzwoitość hamowała mnie przed oglądaniem do rana.

Przyzwoitość, czyli praca, wiadomo.

Ten serial jest przerażająco aktualny. To tak, jakbyśmy oglądali sci-fi, które już trochę się dzieje. Nie widzę w nim „manifestu feministycznego” – bardziej nastroje, oddawanie wolności ten jeden krok naprzód, którego my jeszcze nie zrobiliśmy. I do tego świetna, serio – świetna muzyka.

Dystopia, totalitaryzm, religijność, a raczej pseudo-religijność. Serial zostawia po sobie coś dziwnego. Coś, co martwi i przeraża.

Tagi: Opowieść podręcznej – recenzja, serial recenzja, blog recenzencki, filmy, marudzenie, blog popkulturowy, blog marudzenie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad