ONA:

Przygoda z Rocky’m Balboa zakończyła się wczoraj, ale przygoda ze Sylvestrem – trwa nadal. Mimo, że Stallone kojarzony jest przede wszystkim jako bokser i jako John Rambo, ja go uwielbiam za zupełnie inną produkcję. Jest to film, w którym wszyscy bohaterowie są przerysowani, a gagi rozśmieszają do łez. To klasyczna komedia pomyłek, ale warta uwagi.

Wszystko zaczyna się pewnego dnia, kiedy to umierający ojciec prosi na łożu śmierci swojego syna o to, by ten zaczął nowe, lepsze i zgodne z prawem życie. Angelo Provolone (S. Stallone), bo to o niego chodzi, jest bowiem wpływowym i bogatym gangsterem, typowym włoskim mafiozem, który trzyma połowę miasta za mordę. Ale obiecał – konający ojciec to +10 do trzymania się w postanowieniu. Miesiąc później Angelo ma zacząć legalną pracę w banku. Akurat tego dnia całe jego życie wywróci się do góry nogami z wielu powodów. Podpisanie umowy z bankiem i wejście na nową ścieżkę to pikuś! Córka jedynaczka (Marisa Tomei) oświadcza, że jest w ciąży! Potem pojawia się druga, o której Angelo nawet nie wiedział. Cwany bankier okazał się draniem, który dyma Provolone na kasę, policja obserwuje dom, licząc, że wreszcie go złapią i zamkną, bezczelna gosposia odchodzi, myląc przy okazji torby (jedna z jej majtami, druga z biżuterią), a do tego wszystkiego jeszcze przychodzi para krawców, by zrobić mu garnitur. Tak, to był zdecydowanie jeden z najintensywniejszych poranków Angelo Provolone…

Jaki jest ten film? Głośny, trochę przekrzyczany, ale to przecież włoska rodzina, pełna wigoru i charakteru. Każdy z bohaterów jest jakiś: Angelo bardzo się stara być prawym, ale ciężko mu to idzie. Sofia, żona Angelo, jest taką domową boginką – mąż musi być na każde zawołanie. Lisa, córka państwa Provolone, to rozkapryszona jedynaczka, zamknięta przez ojca w złotej klatce, bowiem w ten sposób łudził się on, że wyrośnie na grzeczną kobietę. Tymczasem to małolata z charakterkiem, której marzą się podróże i romanse, co – jak widać, już wdrożyła. Idźmy dalej: służba Angelo jest delikatnie mówiąc – niezbyt ogarnięta. Pyskata pokojówka odchodzi z impetem, a ochroniarze, no cóż. Jeden głupszy od drugiego, chociaż bardzo się starają. Potem mamy wspomnianego już kasjera – cwany młodzieniaszek wie co robi, kręcąc w księgach swojego szefa. Ale to wszystko w imię miłości…

Kulam się ze śmiechu za każdym razem, kiedy oglądam ten film. Ma on perfekcyjnie dobraną obsadę i mimo tego, że jest bardzo prosty, jest szalenie absorbujący. Zaczynamy żyć wydarzeniami, które dzieją się w tym filmie, bo fabuła jest totalnie zagmatwana, zakręcona i przede wszystkim – szalenie zabawna. Jeśli jeszcze nie widzieliście tej produkcji, koniecznie nadróbcie. Stallone to nie tylko Rocky i Rambo. W roli włoskiego (nie)mafioza sprawdza się równie dobrze.

ON:

Chociaż opowieść o Rockym zakończyła się na 6 części, to obiło nam się o uszy, że może powstać jeszcze jeden film o tym niezniszczalnym bokserze. Tymczasem, postanowiliśmy z Pauliną zakończyć ten tydzień kolejnym filmem z Sylvestrem Stallone. Tym razem nie będzie to jednak dramat sportowy, a gangsterska komedia pełna pomyłek.

Tak naprawdę film ten wybrała pani Maruda, bo ma do niego jakiś sentyment, a ja wcześniej nie miałem okazji go widzieć. W ten oto sposób wylądowaliśmy na kanapie, a w czytniku wylądował „Oscar”.

Co można powiedzieć o tym obrazie? Przede wszystkim, że jest to remake dzieła z 1967 roku. Wtedy główne skrzypce zagrał Luis de Funes, teraz prym pierwszeństwa wziął na swoje barki Stallone. W swojej roli wypadł całkiem dobrze. Jest to pewien szok dla fanów tego aktora, bo mamy do czynienia z totalną metamorfozą. Nie ma tutaj setek trupów, zabijania żołnierzy i uciekania po dżungli, nie ma też walk bokserskich. „Oskar” jest typową komedią pomyłek. Tutaj ważna torba wygląda identycznie, jak ta wypełniona damską bielizną, strzała amora uderza w niespodziewanym momencie, a córki pojawiają się dosłownie spod ziemi.

Jest rok 1931, czasy prohibicji w USA. Angelo Provolone to bandyta z krwi i kości, typowy gangster tamtych czasów. Dobrze skrojony garniak, kapelusz i białe rękawiczki – to codzienność. Od częstego pstrykania palcami dorobił się ksywki „Pstryk”. Provolone żyje jak król i nie musi się obawiać niczego, no może poza gliniarzami i agentami federalnymi, którzy chcą wsadzić go do pudła. Pewne zdarzenie ma jednak zmienić tego faceta, a jest to śmierć jego ojca. Staruszek na łożu śmierci wymusza przysięgę na swoim synu. Ma on porzucić zawód gangstera i zacząć uczciwie pracować na życie. Angelo nie ma innego wyjścia i przystaje na prośbę ojca.

Mija trochę czasu i nadchodzi ten dzień – dzień, w którym Provolone będzie mógł stać się szanowanym obywatelem, osobą publiczną godną zaufania. Jak to zrobi? Ano podpisze umowę partnerską z właścicielami banku i nie będzie się już parał brudną robotą. Niestety, dzień ten zaczyna się dość niespodziewanie, bo do wspaniałego domu rodziny Provolone przyjeżdża młody księgowy pracujący dla gangstera i każe wyciągnąć go z łóżka, bowiem ma do niego sprawę niecierpiącą zwłoki.

I tak oto zaczyna się chaos. Księgowy, chce podwyżkę, a potem prosi o rękę córki, która tak naprawdę nie jest córką Angela, ale potem to chyba znowu jest. W międzyczasie pojawia się torba pełna wartościowych kamieni, para krawców, żona histeryczka i córka lubiąca się dobrze zabawić. Czego chcieć więcej? Prasy!

Jeśli ktoś jest fanem takich komedii w starym stylu, to na pewno będzie się dobrze bawił, bowiem „Oscar” jest całkiem zabawnym filmem.