Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA

Remedium

ON:

„Remedium” jest filmem, który w wielu momentach przypomina mroczne, skandynawskie kino, bazujące na zimnych thrillerach. To obraz minimalistyczny i bardzo realistyczny, a drastyczne sceny mogą spędzić sen z powiek niejednej, bardziej wrażliwej osobie.

Ta belgijska produkcja jest bardzo nierówna, ale jej braki uzupełnia historia i sposób, w jaki została przedstawiona. Dodatkowo pewne niedopowiedzenia, drobiazgi i małe smaczki potrafią wciągnąć nas w seans. Już na samym początku widzimy, że coś jest nie tak. Opowieść dość szybko wprowadzi nas w ten brutalny świat pedofilów i psychopatów. Tak, ten film opowiada o zjebach, którzy krzywdzą dzieci. Krzywdzą w sposób straszny, a często nieodwracalny.

Główny bohater to glina, nazywa się Nick Cafmeyer. Gdy był mały zaginął jego brat. Wszystko wskazuje na to, że został ofiarą jakiegoś świra. Nigdy go jednak nie odnaleziono. To brzemię wisi nad Nickiem i często nie daje mu spokoju. On sam nie potrafi się od tego wszystkiego dociąć, między innymi dalej nie sprzedał domu, który przypomina mu o młodości i wydarzeniach sprzed lat. W międzyczasie pojawia się sprawa, która nie należy do łatwych. Jakiś pojeb włamuje się do domu pewnej rodziny przetrzymuje ich przez wiele dni i wyczynia rzeczy takie, że głowa mała. Rozpoczyna się śledztwo, a jednocześnie walka z czasem, bowiem nie wiadomo czy ten ktoś nie zaatakuje ponownie. W pewnym momencie okazuje się, że sprawa zaginiętego brata oraz sprawa, nad która pracuje Nick, wzajemnie się przeplatają. Pech chce, że zaślepiony żądzą złapania psychopaty glina nie zwraca uwagi na ślady, które mogą mu pomóc rozwiązać oba śledztwa.

„Remedium” jest specyficznym kinem. Trochę przypomina mi klimatem „Wydział Q”, ale w wielu momentach jest od niego dużo mocniejszy. Opowieść ta ma też wiele minusów. Przede wszystkim strasznie się dłuży. Ponad dwie godziny seansu po prostu się ciągną. Są tu momenty przegadane, które zupełnie nie są potrzebne. Może w książce, na podstawie której zrealizowano scenariusz, miały one sens, ale w filmie po prostu nie ma na nie miejsca, szczególnie, gdy nie wnoszą nic do samej opowieści. Kolejna sprawa to gra aktorska, która czasami kuleje.

„Remedium” to bardzo specyficzne kino, ciężkie i pełne przemocy nie tylko fizycznej, ale i psychicznej. To film, którego raczej nie powinniście oglądać na pierwszej randce.

ONA:

Ten film jest przykładem na to, dlaczego unikam ciężkich dramatów. Poważnie. Nie potrzebuję przez 2 godziny oglądać czegoś takiego, by wiedzieć, że na świecie jest źle, że są źli ludzie, którzy z pasją oddają się wyłącznie jednej rzeczy – krzywdzeniu innych.

Dla mnie ten film jest po prostu zbyt ciężki. Psychopatyczny morderca i przy okazji pedofil, jakieś stare, śmierdzące sprawy, po drodze bestialsko zostaje zabity pies, a wszystko jest jeszcze dociążone bardzo „skandynawskim” klimatem. Ten film jest zbyt ciężki. Wszystkiego jest tu zbyt dużo. Obejrzałam go rano i miałam cały dzień kompletnie spartaczony. Byłam absolutnie wstrząśnięta, zdołowana i nadal, a minął już chyba tydzień, nie umiem pozbyć się niektórych scen z głowy.

Nie zrozumcie mnie źle – ten film nie jest zły. Europejskie kryminały mają swój specyficzny klimat i one są ciężkie. Ten konkretny – jest zbyt ciężki. Obawiam się, że do tej pory nie widziałam produkcji, która tak skrajnie mocno skopała mnie po emocjach.

Wybór zostawiam Wam, ale ostrzegam… W tym filmie widać zbyt wiele.