Pomiędzy nami góry – recenzja

Pomiędzy nami góry - recenzja

Im dłużej żyję, im więcej mam wokół siebie ludzi, tym częściej wydaje mi się, że te odległości pomiędzy „nami” stają się coraz większe. Możesz nawiązać coś głębokiego z osobą, którą pojawiła się nagle, możesz nie mieć o czym rozmawiać z osobą, która jest w Twoim życiu od zawsze. Poza tym, tak jak to było w „Fight clubie”: You met me at a very strange time in my life…

Pomiędzy nami góry – recenzja

Ben (Idris Elba) poznał Alex (Kate Winslet) w małym samolocie. Razem z pilotem i jego psem lecieli wezwani przez swoje sprawy… Niestety, rutynowy lot został przerwany. Samolot rozbił się gdzieś wysoko w górach, pilot zginął (pies nie – uprzedzam psiarzy!), a dwoje nieznajomych zostało skazanych na siebie. Bez ekwipunku, zapasów jedzenia i picia, poharatani po wypadku, ze śniegiem do kolan. Każde z nich ma nieco inny „pomysł” na wyjście z tej opresji. Nieco chimeryczna Alex sama nie wie czego chce, ale Ben – lekarz, który często wędruje po górach, starał się przekonać ją do swoich racji… Parę (i psa!) czeka nie lada wyprawa, w której muszę przedostać się przez wrogą dzicz, w stronę jakichkolwiek oznak cywilizacji.

Wyprawa ta okaże się także znamienna dla nich nie tylko z powodu przeżycia wypadku, ale także będą mogli „zajrzeć” trochę głębiej w siebie…

Jak łatwo się domyślać: coś między nimi zacznie kiełkować. I to pewnie nie byłby problem, gdyby nie to, że Alex spieszyła się na swój… ślub.

Chodzą mi po głowie dwa przymiotniki, które moim zdaniem najtrafniej opisują ten film. To „kameralny” i „przewidywalny”. Największe emocje miałam z powodu uroczego psiaka, który był najsympatyczniejszym bohaterem dzieła, ale im bliżej końca, tym odzywały mi się w głowie (i niestety – nie tylko w głowie) jakieś dawno temu zakopane uczucia. Całkiem możliwe, że było to połączone z PMSem, ale trudno. To wszystko sprawiło, że oczywiście wzruszyłam się okrutnie, ale było to turbo ckliwe. To taki styl, który prowadzony był np. w „Pretty woman” – po prostu musisz wydusić łzę, tylko po to, by udowodnić przed sobą, że gdzieś tam jeszcze czają się jakieś emocje. Malutkie. Tyci-tyci…

A dlaczego kameralny? Bo mamy tu dwoje bohaterów, przepiękne widoki i gdyby nie ta cała akcja z rozwalonym samolotem, dziką zwierzyną, wrogą przyrodą, to ja bym bardzo chętnie schowała się w takich górach, ale w wygodnej, ogrzewanej chatce, z dobrym jedzeniem i czekoladą, książkami, internetem. No, to byłoby super. Tylko poproszę o opcje bez dzikich kotów, które będą chciały zeżreć mi psa (pies przeżył, serio).

Obejrzałam ten film w dobrym momencie, dlatego mi się podobał. Główni bohaterowie to po prostu cholernie dobrzy aktorzy, którzy potrafią zagrać wszystko, co tylko chcą. Do tego produkcja zrobiła robotę, oddając szalenie poprawny film, do którego trudno mi się uczepić. No. Dobre okoliczności, dobre filmidło.

Jednak jest we mnie ta mała „wątpliwość”, że gdybym obejrzała go z nieco gorszym nastrojem, uznałabym go za ckliwe, nudne dzieło, z oklepanym do granic przyzwoitości wątkiem miłosnym.

Tagi: Pomiędzy nami góry – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad