ON:
„Poncho” to indor z piękną, rozpikselowaną grafiką i światem, który jest dwu- i pół wymiarowy. To także powrót do korzeni gier platformowych, tyle że wzbogacony o rozwiązania, które dają tej grze zupełnie nowy wymiar. Nie powiem, że to dzieło pokroju niesamowitego „FEZ”, ale na pewno jest to produkcja warta uwagi.
W „Poncho” kierujemy małym, przebudzonym z uśpienia robotem, który musi dowiedzieć się co stało się z zamieszkującymi Ziemię ludźmi. Teraz nie przebywa tutaj nikt, poza innymi maszynami, a o tych nie jest za wiele. Aby uzyskać odpowiedź na nasze pytania, musimy spotka się ze Stwórcą w Czerwonej Wieży. Droga do wspomnianego miejsca nie jest wcale prosta i nawet starzy wyjadacze gier platformowych mogą mieć z nią dość poważny problem. Wszystko dlatego, że poruszamy się nie tylko w lewo i w prawo, jak to bywa w klasycznej platformówce, ale także w głąb ekranu i w kierunku gracza. Podobne rozwiązanie, ale na mniejszą skalę zaprezentowane jest w „Assassin’s Creed Chronicles”. Tam było to tylko małe upiększenia, a tutaj to core całej rozgrywki. Praktycznie co chwilę musimy przeskakiwać w głąb ekranu, aby przejść jakiś kawałek etapu i odblokować kolejną część planszy. Wszędzie poukrywane są klucze oraz czerwone kryształy, które będą nam niezbędne do ukończenia poziomów. Poza tym przyjdzie nam naprawić kilka zniszczonych robotów, i spotkać kilka innych, które opowiedzą nam co nieco o tym, co się wydarzyło.
Zaletą, ale i wadą „Poncho” jest poziom trudności. Nie dlatego, że zabijać będą nas kolejni przeciwnicy, ale dlatego, że zagadki oraz ich rozwiązywanie nie należą do najłatwiejszych, a poza tym wymagają do nas niesamowitej zręczności. Poruszanie się pomiędzy kolejnymi planami i jednoczesne pokonywanie przeszkód jest naprawdę wymagającym zadaniem. W przypadku „FEZ” wszystko było o wiele łatwiejsze, za wyjątkiem zagadek. Tutaj nasza śmierć nie oznacza końca gry, ale sprawia, że respownujemy się bardzo blisko miejsca, w którym zginęliśmy. NIestety, czasem punkt ten jest tak blisko miejsca, w którym zginęliśmy, że giniemy znów i znów, i znów. Wtedy pozostaje nam tylko jedna rzecz. Rozpocząć poziom od samego początku.
Gra niezależnego studia Delve Interactive zaskoczyła mnie swoją budową i innym spojrzeniem na platformówki. Po raz kolejny widać, że „indyki” to naprawdę solidne produkcje, które zadowolą wymagającego gracza. Warto zagrać, szczególnie, że jej cena to niewiele ponad 30 zł.


