ON:
„Prestiż” kilka dni temu wyświetlany był w telewizji. Nie wiem jakim cudem nie widziałem wcześniej tej produkcji, która wyszła prosto pod rąk Christophera Nolana i ma już 10 lat, a nadal zbiera bardzo wysokie oceny. Nie ma się czemu dziwić – mamy bowiem do czynienia z bardzo dobrze opowiedzianą i poprowadzoną historią w gwiazdorskiej obsadzie.
Tytułowy prestiż to finał triku iluzjonistycznego – coś, co powoduje, że artysta zasiewa zachwyt w sercach widzów. Prestiżem jest pojawienie się po tajemniczym opuszczeniu zamkniętej skrzyni, to także pojawienie się zająca wyciągniętego z cylindra i wiele innych. Sztuki magiczne od zawsze fascynowały widzów. Właśnie o tym opowiada film Nolana. Prestiż można osiągnąć na wiele sposobów.
Robert Angier oraz Alfred Borden to dwaj młodzi adepci sztuki magicznej. Oboje mają swoje pomysły na przedstawienie, ale tak naprawdę na codzień są po prostu uczniami i pomocnikami kogoś bardziej doświadczonego. Wraz z nimi współpracuje Julia, żona Roberta. Bierze ona udział w bardzo niebezpiecznym triku, polegającym na uwolnieniu się z wypełnionego wodą zbiornika. Podczas jednego z pokazów dziewczyna ginie, a wszystko prawdopodobnie przez źle zawiązany supeł. To od niego zależy, jak szybko dziewczynie uda się uwolnić. Tym razem nie wszystko idzie zgodnie z planem i kobieta traci życie. Od tego momentu drogi Roberta i Alfreda się rozchodzą. Każdy z nich zaczyna pracować na własne nazwisko. Problem z tym, że Robert ma zadrę w sercu i postanawia zemścić się na swoim dawnym przyjacielu. W czasie gdy on stara się poskładać swoje życie i stanąć na nogi – Alfred zaczyna odnosić sukcesy, poznaje piękną kobietę i po pewnym czasie rodzi im się córka. Angier patrzy na to wszystko z boku i nie może poradzić sobie z tym, co dzieje się w jego głowie. Gdy Alfred staje się sławny dzięki numerowi ze znikającym mężczyzną, jego konkurent postanawia postawić wszystko na jedną kartę. Okazuje się, że wszystkie drogi prowadzą do mężczyzny, który zwie się Tesla.
„Prestiż” ogląda się naprawdę dobrze. Opowieść o dwóch iluzjonistach ujawnia pewne sekrety sztuki, które okazują się swoistym oszustwem, a nie czymś, co zatrzyma nam powietrze w płucach na dłuższą chwilę. Dodatkową wisienką jest epizodyczny udział w tym dziele Davida Bowiego, który wcielił się tu w rolę wspomnianego Tesli. Całość sensownie poskładana i do samego końca trzyma w ukryciu prawdziwy finał.
ONA:
Hugh Jackman, Christian Bale, Michael Caine, Scarlett Johansson, a do tego David Bowie. To mnie przekonuje bardzo mocno. Dołóżmy do tego historię, pełną zwrotów akcji, mądrze prowadzoną, z wieloma elementami, które zaskakują. No i perfekcyjne wykonanie.
Ale zaraz, jak to do cholery jest możliwe, że ten film ma 10 lat, a ja go jeszcze nie widziałam?!
Na szczęście należę do tych, którzy uczą się na błędach, którzy wyciągają wnioski, a nadrobienie filmu wydaje się być bardzo proste.
Film jest świetny. Bardzo przyjemnie się rokręca i uwodzi. Cudownie opowiedziana historia co jakiś czas zbacza z kursu, by móc nieco zaskoczyć widza i robi to perfekcyjnie. Połączenie wątków prawdziwych i bardzo fikcyjnych jest idealnie wyważone. Aktorzy w swoich rolach – cudowni. Nie potrafiłabym wybrać jednego, który podobał mi się najbardziej.
I teraz refleksja: ile jeszcze mam takich filmów, których nie obejrzałam?!
