ONA:
Lubię sobie od czasu do czasu obejrzeć film, który jest głupi – tak po prostu. Widocznie to jest tak jak z „zachciałkami”, kiedy nagle nie potrafisz odmówić sobie krwistego steka, ogórka, pikantnych czipsów czy potrójnie karmelowych lodów – ja czasami mam po prostu ochotę na wyłączenie mózgu i tępe wpatrywanie się w telewizor.
Parodie filmów są już od wielu lat wpisane w koloryt całej kinematografii. Kiedyś rządził Leslie Nielsen, potem Charlie Sheen, nawet Mike Myers miał swoje pięć minut. Następnie przyszły czasy kolejnych „Strasznych filmów”, które dołączyły do klasyków w tym „gatunku”. Idea jest prosta: w jednej produkcji obśmiać kilka(naście) innych, kasowych, komercyjnych, popularnych hitów. Zawsze łapię się na tym, że scenarzyści muszą naprawdę wykazywać się gigantyczną kreatywnością, by czasami połączyć wątki z różnych dzieł i do tego sprawić, że jest to śmieszne. Okej, z tą śmiesznością to trochę przesadzam, bo na ogół jest „zabawnie”, ale nic więcej. Bo okej, może i za pierwszym, drugim – zaszaleję – nawet za trzecim razem dowcip fekalno-odbytniczy, z rzyganiem, pedałami, murzynami i żydami może „jakoś” sprawić, że kąciki ust się nieco podniosą, ale tego typu filmy mają tendencję do męczenia, jak jakieś pseudo metaforyczne, norweskie kino ambitne. No ale co poradzić – czasami trzeba, dla własnego komfortu psychicznego, sięgnąć po taką szmirę. My ostatnio wybraliśmy drugą część przygód Malcolma (Marlon Wayans), który ma mega pecha – znowu w jego życiu pojawiają się demony (cz. 1). Dziś – „A Haunted House 2”.
Całe dzieło otwiera scena w samochodzie, w którym to przebywa Malcolm, jego dziewczyna i kumpel. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że kobietka jest opętana i bliżej jej do Emily Rose, niż do Oprah Winfrey. Potem mamy wypadek i tyle. Przeskakujemy sobie w czasie i znowu wpadamy na Malcolma. Tym razem, wraz ze swoją nową dziewczyną (taki tam uroczy blond milfik) i jej dwójką dzieci wprowadzają się do nowego domu. Już powinniście wszystko wiedzieć: tak, zaczynają się dziać rzeczy dziwne. Ale nie tylko chodzi o to, że nastolatka jest nieznośna, młody gówniarz przekracza wszelkie granice, a pan domu uprawia ostry seks z lalką – tu zaczyna straszyć!
Przewaga „Strasznych filmów” nad „Nawiedzonymi domami” jest naprawdę spora. Kto by pomyślał, że może być coś gorszego od produkcji z pechową Cindy Campbell. A jednak. „Scary movie” wygrywa tym, że za każdym razem fabuła była – mimo wszystko – inna. Wiem, wiem – napisałam to zdanie na trzeźwo, ale tak właśnie jest. A pierwsza część „Haunted house” od drugiej różni się bzdurkami, totalnymi detalami – reszta jest identyczna. Te same „żarty”, „gagi”, ten sam poziom skretynienia i postępujące wyrzuty sumienia, bo kilka razy w obu filmach się autentycznie zaśmiałam. Ale ciągle twierdzę, że jak w horrorach zawsze przy hałasie, nagłym pojawieniu się czegoś/kogoś na monitorze mamy lekkie przestraszenie, to rubaszne żarty przesiąknięte wszystkim co złe, nielegalne, niemoralne bądź niepoprawne – będą powodować chichot.
No obejrzałam. I Wy pewnie też obejrzycie. I nawet, jak pojawi się trzecia część – to i tak się skuszę, bo czasami nie ma innego wyboru. Chyba, że komuś na ciężki dzień wystarczą czipsy i lody.
ON:
Jakiś czas temu na Marudzeniu pojawił się wpis recenzujący prymitywną komedyjkę pod tytułem „A Haunted House”. Z tego co pamiętam, to nie pojechaliśmy po nim za bardzo, bo idealnie wbił się w nasz ówczesny chamski humor. Było trochę pierdzenia, dużo nawiązań do seksu, chamskie rasistowskie teksty i tak naprawdę to wszystko w wykonaniu jednego aktora – Marlona Wayans’a.
Niestety, twórcy pierwszej części postanowili nakręcić kontynuację tego dziełka i nie wyszło im to najlepiej. „A Haunted House 2” jest gorszą powtórką tego, co już widzieliśmy, czyli napierdzielania się ze wszystkich horrorów i filmów grozy, jakie miały premierę w ciągu ostatnich lat. Będzie więc nawiązanie do „Sinister” i do „Obecności”, a także do całej masy innych strasznych obrazów. Niestety, to nadal dzieło jednego aktora, film będący swoją własną, totalną kalką. Ile bowiem razy możemy się śmiać z bzykania opętanej lalki, czy z wszędobylskich kutongów i pierdzenia?
Po wydarzeniach z pierwszej części Malcolm wprowadza się wraz z „nową” rodziną do mieszkania. Od początku jednak coś jest nie tak. Wydaje się, że dziwaczna moc podążała za nim. Poza tym na miejscu znalazł on stary rzutnik oraz garść taśm, na których zarejestrowany jest makabryczny syf. Tak oto zaczyna się jego ponowna podróż przez piekło usiane demonami, stworami i całym opętanym ścierwem.
W całej tej historyjce znajdziemy kilka naprawdę zabawnych scen, jest ich jednak zbyt mało, aby uratowały one tą słabiutką opowieść. To komedia typowo pod wódkę, bo na trzeźwo szkoda waszego czasu. Może jak by leciała w tle podczas posiadówy, mogłaby kogoś lekko rozśmieszyć, a tak po prostu irytuje.
Myślę, że największym problemem jest położenie całego filmu na barkach jednego aktora, który dwoi się i troi, aby nas rozśmieszyć. Tylko, że 80% filmu Malcolm jest sam na ekranie i powtarza te same gagi i robi te same głupoty. W związku z tym z czystym sumieniem odradzam.
