Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY RECENZJA

A Walk Among the Tombstones

ONA:

Strasznie nie lubię kiedy aktorzy po jednej, no może czasem po dwóch rolach, które im wyszły, zaczynają odcinać kupony od swojego dorobku i ciągle grają w tych samych filmach, tych samych bohaterów. Na ogół różnią się one bzdurami, ale trzon jest zawsze ten sam. Do znudzenia! Ale jest jeden aktor, któremu jestem w stanie wybaczyć nawet to. Jest to Liam Neeson.

Nie trzeba być jakimś wybitnym obserwatorem kina, żeby zauważyć, że Neeson od dłuższego czasu wchodzi w bardzo podobne role. I absolutnie nie jest to jego wada. Ba, mam wrażenie, że to gwarancja, że film będzie dobry, że będzie inteligentną rozgrywką pomiędzy przeciwnikami, że będzie trochę mordobicia, a my, po drugiej stronie szklanego ekranu, będziemy siedzieć jak na szpilkach. Nie zawiodłam się na nim już długo. I nie zawiodłam i tym razem. „Krocząc wśród cieni” to kolejna produkcja z Neesonem, która jest pierońsko dobra. A może to ja mam jakieś skrzywienie i lubię, gdy w ciągu pierwszej minuty pada trup?

Matt Scudder (L. Neeson) to były gliniarz, obecnie detektyw, co prawda bez licencji, ale ciągle aktywny. Wydarzenia sprzed kilku lat trochę mu poprzestawiały życiowe priorytety… Zresztą, to będzie wyjaśnione w odpowiednim czasie. Scudder właśnie dostał nowe „zlecenie”. Żona Kenny’ego  (Dan Stevens) została porwana i mimo opłaconego okupu – brutalnie ją zamordowano. Matt ma znaleźć oprawców. Ale dobry z niego „fachowiec” i naprawdę nie potrzebował wiele, żeby zacząć powoli składać elementy układanki. Okazuje się, że Kenny handluje prochami, a śmierć jego żony nie była „jednostkowa”. Wkrótce pojawi się kolejny trop. I kolejny. A gdy innemu dealerowi porwano córkę, Matt wie, że to jego szansa, żeby rozwiązać sprawę raz na zawsze.

Z czystym, bo nieużywanym sumieniem, mogę Wam napisać, że warto spędzić z tym filmem czas. Jest to świetnie opowiedziana historia (na podstawie bestsellerowej powieści), która jest kompletna, która wciąga i porywa jak lawina, przepełniona akcją i emocjami. Od pierwszych minut intryguje, a my przy każdym tropie byliśmy spychani przez kolejne zawirowania, bo nic nie jest tu oczywiste. I tak do samego końca, do ostatniego trupa. Patrząc powierzchownie – fabuła jest banalna, wręcz oklepana, ale jak to się dzieje, że z każdą kolejną sceną zaczynamy bardziej żyć tym wszystkim? Może i podczas seansu mogłabym uczepić się kilku elementów, bo przecież nie musi mi się ona kompletnie podobać, ale po obejrzeniu – jestem autentycznie zachwycona. To, co mogło się wydawać słabym, zbędnym wątkiem – nagle staje się znaczące. To, co mogło się wydawać nudne – nabiera rozpędu. Ciągle szukałam sensu w zbrodniach i gdy już wydawało mi się, że jest on na wyciągnięcie ręki – dostawałam po głowie. Bo w działaniach psycholi sensu być nie musi…

Dla mnie wyznacznikiem „dobrego filmu” jest to w jaki sposób on mnie angażuje, jak bardzo chcę chłonąć to, co widzę, jak nagle zaczynam zwracać uwagę na drobiazgi, bo moja czujność jest wystawiona na niejedną próbę. „Krocząc wśród cieni” obudziło we mnie podobne uczucia jak pierwsza część „Uprowadzonej”. Niby to wszystko już gdzieś widziałam, ale podane w takiej formie – zachwyca. To kawał dobrego, ciężkiego kina, w którym jest akcja, ale bez pościgów, gdzie nie ma spektakularnej choreografii walki, ale w który rządzi siła charakterów. I ktoś w końcu musi się ugiąć.

ON:

Scott Frank stworzył dzieło prawie idealne, które kompletnie wpasowało się we wzorzec mrocznego kryminału. Mamy w nim „wykolejonego policjanta”, tajemnicze morderstwa, kilku podejrzanych, ciemnoskórego chłopca, który chce być jak główny bohater. Klasyczne zagrania, które idealnie sprawdzają się w książce, okazują się być idealnymi wabikami na widza. Początek może być lekko miałki, ale koniec tej historii potrafi przyprawić o dreszcze. Za gardło potrafi chwycić przede wszystkim sposób narracji – specyficzny i naturalistyczny. Dziś będzie o filmie, który zrobił na mnie ogromne wrażenie – „A Walk Among the Tombstones”, bazującym na powieście Lowrence’a Blocka.

Liam Neeson po śmierci żony wskoczył w drugie buty, stał się aktorem, który pojawia się w produkcjach przepełnionych akcją. Podobno to jego lek na stratę, którą przeżywał. Ciężko jest powiedzieć, jak jest naprawdę. Wiem tylko tyle, że grani przez niego bohaterowie to faceci stojący na rozdrożu, którzy nie maja już nic do stracenia. Może te osobiste przeżycia pozwoliły na lekkość kreowania tego typu postaci – ciężko powiedzieć. Podobnie jest właśnie w “A Walk Among the Tombstones”. Matt Scudder, w którego wciela się aktor jest kolejnym wykolejeńcem – pełen sprzeczności, analityczny umysł, który rzucił pracę w policji. Dlaczego? Bo jeden dzień zmienił wszystko w jego życiu. Jeszcze osiem lat wcześniej można było o nim powiedzieć: glina i pijak, a jednocześnie mężczyzna, który dopadł trzech bandytów. Wyróżnienie, jakie otrzymał nie łagodzi goryczy, jaka pojawia się w jego przełyku. Wie, że jego odznaczenie nie jest mu należnym. Rzuca więc ten pierdolnik i postanawia zająć się pracą w charakterze prywatnego detektywa. Robi to jednak bez potrzebnej licencji, co daje mu upoważnienia wombata. Związane ręce nie przeszkadzają w prowadzeniu śledztw i otrzymywaniu w zamian upominków, które są zapłatą od zadowolonych klientów.

Matt jest alkoholikiem, chociaż można powiedzieć “byłym alkoholikiem”, bowiem od 8 lat nie zajrzał do kieliszka. Terapie stały się dla niego rozwiązaniem wielu problemów i drogowskazem, który pozwala wybrać właściwą drogę. Na jednym z takich spotkań zostaje poproszony o pomoc przez Petera. Chłopak, który jest ćpunem niesamowitym, prosi go w imieniu brata rozwiązanie pewnej zagadki – chodzi o zaginioną i zamordowaną żonę Kenny’ego. Z jakiegoś powodu porywacze pomimo zapłacenia okupu zamordowali kobietę i pozostawili ją poćwiartowaną w bagażniku opuszczonego samochodu.

W tym momencie zaczyna się film brudny, krwawy i przesiąknięty emocjami. Matta możemy obserwować przez cały czas trwania opowieści. Widzimy znudzonego życiem faceta, który spędza samotne wieczory w domu i tylko pojawienie się czarnoskórego nastolatka pozwala mu zmienić sposób w jaki prowadzi egzystencję.