ONA:

Długo czekałam na ten film, mimo, że historię znałam bardzo dobrze. I nie, nie chodzi mi o pana Grey’a i jego sadystyczne pociągi (o tym w poniedziałek). Chodzi mi o film Clinta Eastwooda o najsłynniejszym i najbardziej skutecznym snajperze amerykańskiego wojska. Przeżywałam to dzieło bardzo, a przecież wiedziałam jak się skończy. Pomimo tego, że wylewał się z tej produkcji patos, to ja i tak jestem zachwycona tym dziełem… Bo to świetne kino wojenne, a przy okazji opowieść o człowieku, który… A dobra, bez spoilerów.

Chrisa Kyle’a (Bradley Cooper) poznajemy, gdy ten był jeszcze dzieciakiem. Już wtedy ojciec zaczął wpajać mu zasady, którymi powinien kierować się w życiu. Rodzina i ojczyzna są najważniejsze – cokolwiek by się nie działo. Trudno więc się dziwić, że dorosły Chris swoją przyszłość połączył z wojskiem. Dołączył do elitarnego oddziału Navy SEALs i szybko udowodnił, że jest dobry w te klocki. Karabin snajperski zdawał się być integralną częścią jego ciała, tak jak ręce, czy oczy… Zanim wyruszył ze swoim oddziałem po raz pierwszy na wojnę, poznał ją – piękną Tayę (Sienna Miller). Zdążyli wziąć ślub. Praktycznie cała, pozostała część tej historii, będzie działa się w Iraku. Kyle spędził tam setki dni. Cztery misje. Wielokrotnie ranny, wielokrotnie narażający swoje życie. Ale skuteczny. Kule, które wystrzeliwał z karabinu, zawsze musiały znaleźć cel. Mimo błagalnych próśb żony – nie potrafił pożegnać się z armią. To było jego życie, ale wreszcie zrozumiał, że musi wrócić do domu. Z wszystkimi możliwymi symptomami stresu pourazowego, próbował jakoś żyć, zasymilować się ponownie z rzeczywistością, w której nie czyhało na niego żadne zło…

Mimo tego, że amerykańskie kino wojenne, nawet jeśli to wojna z kosmitami, zawsze jest przesiąknięte patosem, który wprost wylewa się z każdego ujęcia, ja i tak wolę go, niż wojenne kino polskie, które z kolei wypełnione jest jedynie kolejnymi ofiarami i porażkami.  Podoba mi się przede wszystkim to, jak w tych filmach Amerykanie potrafią uczcić, jeszcze raz wspomnieć, obdarzyć szacunkiem bohaterów. Nic na to nie poradzę – tak już mam. Eastwood bardzo prostymi sposobami, bez wyjątkowych fajerwerków i efekciarskiego efekciarstwa, prowadzi nas przez historię dość znaną i świeżą. Ale robi to w bardzo fajny sposób. Nie jest to jednak przesłodzona laurka, w której gloryfikuje się każde poczynania bohatera. Jest życiowo, jest zaskakująco i spektakularnie. Groza wojny jest taka, jaka powinna być. Nigdy nie wiesz po której stronie czai się wróg, dopóki nie zaczną świstać Ci kule nad głową.

Bardzo podobał mi się Bradley Cooper w roli Kyle’a. Ta kreacja jest zupełnie inna, niż to, do czego Cooper nas przyzwyczaił. Jego bohater tylko pozornie jest twardym wojskowym. Trzeba wpatrywać się w te piękne oczy, by zobaczyć emocje. Przyznaję: film ma trochę plastikowych niedoróbek. Tu jakieś plastikowe dziecko, tu Sienna Miller, ale nie można mu odmawiać tego, że jest dziełem wciągającym, efektownym i mądrze nakręconym.

Jeśli nie znacie tej historii – nie spoilerujcie sobie. Po prostu niech Was wciągnie groza wojny. I jej następstwa.

ON:

Jednym z tegorocznych rumaków, gnających po Oscary, jest „Snajper” w reżyserii Clinta Eastwooda. To mieszanka kina biograficznego oraz dramatu wojennego, który potrafi zaprzeć dech w piersi. Opowieść o jednym z najbardziej znanych żołnierzy współczesnych czasów, snajperze, który był postrachem wroga i stał się chodzącą legendą. Ile tak naprawdę w obrazie mitu, a ile prawdy o człowieku, wiedzą chyba jedynie bliscy i przyjaciele Chrisa Kyle’a. Zarzuca się Eastwoodowi, że stworzył opowieść gloryfikującą samego snajpera, nie skupił się na jego przywarach, a podobno samemu Kyle’owi wielokrotnie fiksowało, bowiem to, co widział i zrobił na wojnie, ostro odbiło się na jego psychice. Ciężko mi się ustosunkować do tego typu rewelacji. Jednakże powszechnie wiadomo, iż wojna potrafi zmienić ludzi.

Historia Chrisa zaczyna na wojnie, gdy leżąc na dachu jednego z budynków, wspiera swoim karabinem oddziały naziemne. W celownik chodzi mi młoda kobieta z dzieckiem, niosą ładunek wybuchowy i chcą go zdetonować w pobliżu amerykańskich oddziałów. Kyle chwilę się waha, ale później naciska na spust. W tym momencie reżyser cofa się o kilka lat. Pokazuje nam dzieciństwo i młodość amerykańskiego rangera. Wychowany twardą ręką ojca, musiał wraz z bratem okazywać należny szacunek bliskim, a także ojczyźnie. Gdy dorósł zabrał się za pracę na roli, ale to nie było to, czego oczekiwał od życia. Dopiero zdarzenia z WTC przekonały go do słuszności jego decyzji, o tym, że dobrze, że wybrał amerykańską armię. Szkolenia Marines to nie kaszka z mleczkiem, to ciężki, katorżniczy trip do granic ludzkich możliwości. To, że je ukończysz, nie znaczy, że jesteś nieśmiertelny, wystarczy jedna zabłąkana kula i możesz witać się z aniołkami. Kyle miał dużo szczęścia podczas swojej służby – wielokrotnie uchodził z życiem i choć fizycznie nie był wyniszczony, to jego psychika dawała znać, jak bardzo wycierpiał na wojnie. Dobrze to było widać w relacjach z rodziną i dziećmi. Kyle potrafił się wyłączyć, a jego zachowanie często było kierowane podświadomością, działał na autopilocie, który mógł być zabójczy dla innych.

Film Eastwooda łączy dwie warstwy: tą wojskową i tą prywatną. Obie przeplatały się ze sobą przez całe życie żołnierza. Całość zaserwowana jest w naprawdę bardzo widowiskowy sposób. Z jednej strony mamy trzymające nas w napięciu sceny batalistyczne, których nie powstydziłby się niejeden amerykański film, z drugiej jest Chris zatracający się w koszmarze wojny.

„Snajper” trwa dwie godziny i czternaście minut. Dzięki świetnie wykonanej pracy filmowców oraz aktorów nie znajdziemy tutaj żadnych dłużyzn i na pewno nie będziemy się nudzić.

Czy Eastwood zdobędzie swoim dziełem przychylność Akademii? Ciężko mi powiedzieć, bowiem konkurencja jest naprawdę ogromna. Nawet jeśli żadna statuetka nie trafi do rąk twórców tego dzieła, to i tak nie ujmuje to jego wielkości. “Snajper” jest po prostu filmem bardzo dobrym. Poza tym pozwala przybliżyć nam sylwetkę Chrisa Kyle’a, o którym wielu z nas po prostu mogło nie słyszeć.