Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

LOFT

ONA:

Panów jest pięciu. Przyjaźnią się od lat. Mają żony, rodziny, fajne prace. Łączy ich sporo, a takim elementem bardzo scalających ich jest pewne mieszkanie. Nowoczesny loft, który dzielą ze sobą w bardzo specyficznym celu… 

Kiedy ma się kochankę/kochanka, najważniejsza jest logistyka. Czas na spotkania, miejsce. Nie można przecież zaprosić tę drugą osobę na niedzielny obiadek. Wtedy kończy się romans, a zaczyna muzułmanizm. Trudno więc się dziwić Vincentowi, Chrisowi, Luke’owi, Marty’emu i Philipowi, że zdecydowali się na kupienie małego mieszkanka w wiadomym celu. 5 facetów. 5 kluczy. Tajemnica, o której nie wie poza nimi nikt. Układ idealny. Tylko pewnego poranka jeden z facetów znajduje tam nieżywą blondynę. Z łóżka kapie krew… Natychmiast ściąga do loftu pozostałych kolesi i żaden nie przyznaje się do winy. Sprawa zaczyna śmierdzieć, bo skoro tylko oni mieli klucze i dostęp do mieszkania, to wśród nich jest ten, który zabił. Nie ma innej opcji. I analizując ostatnie wydarzenia próbują dojść do tego co się stało. Wszystkie możliwości kotłują się im przez głowy, a z każdą kolejną upada przyjaźń. Ktoś kłamie. Ktoś oskarża. Ktoś zabił. A może to żaden z nich? Może żony dowiedziały się o wszystkim? Może kochanek kochanki wpadł w furię? Scenariuszy jest wiele. A prawda? Do prawdy trzeba dojść, ale to wcale nie jest łatwe.

Przyznam szczerze, że na „LOFT” trafiliśmy z przypadku. Właściwie niczym nie powinien nas ten film ująć, bo aktorzy są tacy trochę z drugiego gatunku, a sama fabuła – no cóż, seks i przemoc zawsze się sprawdzają, tylko utrzymanie elementu zaskoczenia i utkanie tajemnicy jest cholernie trudne. Nie udaje się to zbyt często. Był świetny „Sliver” i „Nagi instynkt”, ale przecież nie można ciągle wspominać filmów sprzed 2 dekad. I co się okazało? „LOFT” to bardzo zaskakujący film, w którym ciągle coś się dzieje. Co prawda cała ta historia i intryga są bardzo odrealnione, ale elementy zaskoczenia są – bez dwóch zdań. Główni bohaterowie są bardzo przystojnymi mężczyznami w takim „problemowym” wieku. Ich żony za to wyglądają na 10 lat starsze, zorane życiem, obowiązkami, podczas gdy ich partnerom ogonki ciągle machają na prawo i lewo. Co ciekawe – bohaterowie są bardzo różni, mają inne charaktery, inne „problemy”, potrzeby i pociągi. Moglibyśmy zaryzykować i stwierdzić, że nie wszyscy są „źli”, ale to zupełnie nie będzie miało pokrycia w miarę postępu filmu.

Wyszłam z kina zadowolona i lekko skołowana. A najładniejszym elementem filmu jest tytułowy loft.

ON:

Wypad do kina na „Loft” był spontaniczny. Po prostu zabraliśmy cztery litery i kupiliśmy bilety na wieczorny seans. Wcześniej widzieliśmy tylko trailer, a że w poniedziałki mamy bilety za dychę, to stwierdziliśmy, że nie ma się co szczypać i nawet jeśli film będzie średni, to nie będzie nam szkoda tych kilku złotych.

Po 108 minutach wstaliśmy z foteli i o dziwo nie mieliśmy skwaszonych min. Pomimo tego, że mamy do czynienia z thrillerem klasy „B”, z aktorami, którzy czasem przewijają się w wysokobudżetowych produkcjach, to nie otrzymujemy miałkiej papki, a przyzwoicie zrealizowane kino z morderstwem w tle. Dodatkowo zapętlona budowa, opierająca się na retrospekcjach, bardzo fajnie dawkuje nam podpowiedzi, mogące pomóc w rozwiązaniu zagadki. W pewnym momencie już myślałem, że wiem, jak wszystko się skończy, a potem okazało się, że znów się mylę. Reżyser Erik Van Looy z 14 milionowym budżetem zrobił chyba wszystko, co możliwe, aby opowieść ta miała ręce i nogi.

O czym jest „Loft”? O pięciu kumplach, którzy są u szczytu swoich karier. Każdy z nich ma dom, żonę, rodzinę. Każdy też zachowuje się jak typowy, “książkowy” samiec. Zamiast siedzieć na dupie, cieszyć się tym co ma, to chce ściągnąć majtki innym babeczkom. Oczywiście, ładnie się z tym wszystkim kryją, idealnie kombinują, aby nic nie wyszło na wierzch. Dnia pewnego jeden z nich, Vincent Stevens, który jest architektem, ma dla reszty propozycję. W budynku, którego jest projektantem, jest piękny apartament. Warto by go kupić na spółkę i zrobić sobie z niego przytulne gniazdko do bzykania panienek na boku. Na początku wszyscy podchodzili do tego z pewnym dystansem, ale w końcu wygrały męskie instynkty. Loft trafia w ich ręce. Od tego momentu każdy, kto chce, może korzystać z mieszkania, wszystko po uprzednim potwierdzeniu dostępności lokalu. Kluczy jest tylko pięć i każdy pilnuje go jak oka w głowie. Dochodzi jednak do feralnego dnia, w którym to mężczyźni znajdują na łóżku w mieszkaniu martwą dziewczynę. Zaczyna się psychoza, bowiem każdy zaczyna patrzeć podejrzliwe na swoich dotychczasowych przyjaciół.

Opowiedziana historia tak naprawdę zaczyna się na komisariacie, w pokoju przesłuchań, gdzie każdy z pięciu kumpli opowiada swoją wersję tej samej historii. „Loft” rozkręca się powoli, ale w drugiej połowie filmu zaczynają pojawiać się brudy, o których istnienia nawet nie podejrzewamy. W tym momencie każdy zaczyna być podejrzany. Do czego wszystko prowadzi? Sprawdźcie sami.