neighbors 2 recenzja marudzenie

ONA:

Mac (Seth Rogen) i Kelly (Rose Byrne) wraz z owocem działania ich lędźwi żyją sobie spokojnie w małym domku. Piekło wojen sąsiedzkich się zakończyło – ten etap jest już za nimi. Trzeba iść dalej! Nowy dom? Nowe dzieciątko? Nowe problemy… Sąsiedzi 2 – recenzja

Radnerowie postanawiają sprzedać starą budę. Niestety, nowi nabywcy mają 30 dni, podczas których mogą sobie wpadać z wizytą kiedy chcą, by sprawdzić, czy nikt ich nie oszukuje, czy okolica jest faktycznie cicha, bezpieczna, tak, jak mówią o tym właściciele i ich agent. Tymczasem…

Charakterna studentka Shelby postanawia ze swoimi koleżankami założyć swoje „bractwo”, bo to, które zastały na uczelni, było zbyt grzeczne. Zero imprez? Zero alkoholu? I żadnego kurzenia trawy? Te dziewczyny wcale nie są takie grzeczne! Oczywiście, lądują nigdzie indziej, jak za płotem Radnerów. I jak się okazuje, przy odpowiednim wsparciu Teddy’ego Sandersa (Zac Efron) – robią jeszcze większy rozpierdol, niż poprzednicy. Mac i Kelly po raz kolejny idą na wojnę z sąsiadami. Tym razem jednak będą latające tampony…

Pierwsza część „Sąsiadów” bawiła mnie tak na pól gwizdka. Właściwie zawiódł mnie ten film. Druga z kolei, bardzo mocno mną wykrzywiała. Widocznie mój gust filmowy mocno się zmienił, a komedie, które mnie „powinny” bawić – drażnią. „Sąsiedzi 2” to dzieło, które drażniło mnie okrutnie. Drugi raz odgrzany kotlet. Mam wrażenie, że wszystko to, co zaprezentowali twórcy, było jedynie „babską” wersją gagów, które miałyby pokazać, że kobiety też potrafią być francami. Halo! Przecież to oczywiste.

Z komedii „bez trzymanki” pojawiło się dzieło, które gdzieś zbyt swobodnie podeszło do hardkorowych akcji. Tu było po prostu niesmacznie. Za Rogenem przepadam, ale wybiera sobie produkcje, które niby powinny w naturalny sposób pokazywać „ewolucję”, to, jak dojrzewamy, jak zmieniają się nam priorytety i w sumie całkiem sensownie próbował to zrobić, ale w części pierwszej. Tam był „tatusiowy”. W drugiej jego bohater to po prostu „tatuś” typu „dziad”.

Błagam, niech nie powstanie trzecia część. Nigdy! Zresztą, dla mnie ta fabuła wyczerpała się kompletnie.

Ten film będzie śmieszył nastolatków.

ON:

Jakiś czas temu recenzowaliśmy „Sąsiadów”. Komedię, w której młode, ale mające za sobą lata młodzieńcze małżeństwo, musiało podjąć nierówną walkę z „bractwem” samców z koledżu. Było śmiesznie, może nie niesamowicie, ale można było się pośmiać. Nadszedł czas na kontynuację.
„Sąsiedzi 2” zbudowane jest na tym samym schemacie, tyle że zamiast samczego, naładowanego testosteronem zgrupowania, jest przepełniona seksapilem grupa dziewcząt.

Co jest na plus? Przede wszystkim część gagów, które rozwalają system. Wypadająca przez okno samochodu laska na pilsach, koleś clown, który może pojawić się w najgorszych koszmarach. Znów pojawiają się poduszki powietrzne, a także sex, narkotyki i głośna muza. Ciekawe jest to, że chociaż mamy do czynienia z kalką poprzedniej opowieści, to jest ona podana na tyle dobrze, że nie denerwuje i nie nudzi tak bardzo, jakby się mogło wydawać. Fajne są niektóre spostrzeżenia bohaterów, które bazują na społecznych różnicach – na tym, jak postrzegany jest świat przez młodych i przez starszych. Co nas różni, a co tak bardzo upodabnia do siebie.

Mnie przeraża inna rzecz. Parentingowa strona tego dzieła. Mac i Kelly nie skupiają się tylko na walce ze „śmiertelnymi wrogami”, ale przede wszystkim na byciu dobrymi rodzicami. Wątek ten z jednej strony zrozumiały wydaje mi się zbyt bardzo uwypuklony, przez co nie trafia on do mnie zupełnie.

Film nie jest tragiczny, ma braki, ale jest na tyle spójnie i lekko opowiedziany, że potrafi rozśmieszyć i dać odrobinę rozrywki, a to chyba najważniejsze.

Sąsiedzi 2 – recenzja