ONA:

Nigdy nie byłam wierząca. Odkąd pamiętam mocno wątpiłam w to całe niebo, piekło i inne. Komunia była dla mnie traumatyczna, bo wmawianie dziecku, że jest złe i musi obcemu facetowi wyznać wszystkie swoje grzechy, jest po prostu podłe. Im byłam starsza, tym więcej widziałam w tym wszystkim zakłamania. A z każdą kolejną informacją o tym co dzieje się w kościele, co duchowni robią, jak trzepią kasę na wierze innych, jak powodują, że całe kontynenty umierają właśnie z powodu wiary (sprawdźcie gdzie w Afryce jest najwięcej katolików i porównajcie to z miejscami, w których jest największa pandemia AIDS), mnie osobiście przeraża.

To jedna para kaloszy.

Druga – we mnie od zawsze było bardzo silne poczucie i powołanie do uczenia. Od podstawówki. Pytanie było tylko gdzie wyląduję, czy jako nauczyciel przedmiotowy, czy w przedszkolu, czy może w innej placówce wychowawczej, kulturalnej, edukacyjnej. Uważam, że nauczyciel to najważniejszy zawód z wszystkich innych. Bycie nauczycielem to branie ogromnej odpowiedzialności za swojego ucznia – za to jak on wejdzie w dorosłość.

I po co o tym piszę?

Wyobraźcie sobie, że ani razu podczas studiów, ani podczas mojej kariery w zawodzie, która trwała prawie 10 lat, nikt nie zrobił mi jednego tekstu psychologicznego, który sprawdziłby w chociaż minimalnej formie, czy ja się do tego zawodu nadaję.

Nic, nigdy. Ani podczas rekrutacji, ani podczas studiów, ani wtedy, gdy zaczynałam pracę. Najważniejszy zawód, odpowiedzialność, praca z dziećmi i nikt nie sprawdził, czy ja czasem nie jestem sadystką albo pedofilem.

Kilka faktów, które wyniosłam po seansie „Spotlight”: 50% księży nie żyje w celibacie. 6% księży jest pedofilami.

I ich pewnie też nikt nigdy nie „sprawdza”.

„Spotlight” mną wstrząsnął. To nie jest tak, że ja nie wiedziałam do czego zdolni są ludzie, którzy wybrali dla siebie taki, a nie inny zawód. Nie przeraziła mnie nawet liczba ofiar, liczba duchownych, którzy krzywdzili dzieci. Nie przeraził mnie ich cynizm w wyborze ofiar.

Przeraziła mnie machina. Procedury. Tak, jakby to było coś bardzo normalnego. Okej, zmacał albo zgwałcił dzieciaka. Spoko, rok przerwy, a potem przeniesienie. Zrobił to znowu? Okej, to znowu go przenieśmy. Rodzina dostanie 20 tysięcy za milczenie. I odpowiednio trzeba sprać im mózg, bo przecież jedno „zgniłe jabłko” nie może rzutować o całym drzewie.

Świetne kino. Reporterskie, mocno „dochodzeniowe”. Kapitalnie zagrane. Z tak napiętą akcją, że siedzisz nie dość, że coraz bardziej spięty, to jeszcze coraz bardziej wkurwiony. Mam nadzieję, że Akademia nagrodzi ten film w należyty sposób. Nie tylko za to, jak jest zrealizowany, ale też za to, o czym mówi.

A mówi o mafii. Przeklętej mafii.

ON:

O pedofilii w kościele mówi się publicznie, ale często bardzo mało i w sposób niezbyt dobitny. Dzieje się tak dlatego, że podważenie wiarygodności kościoła katolickiego może spowodować chaos na wielką skalę. Dlaczego? Ponieważ ludzie lubią wierzyć w coś, co daje im poczucie, że po śmierci jest coś jeszcze. Spełniając swoja kapłańską posługę księża mogą być pasterzami zabłąkanych owieczek, czasem jednak pasterz dogłębnie troszczy się o swoją trzódkę. O takim zjawisku opowiada „Spotlight”, który właśnie pojawił się w kinach.

Dość kontrowersyjny temat filmu może być przyczyną, że jest on wyświetlany tylko kilka razy dziennie. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, to nie kino pełne wybuchów, nie jest przepełnione akcją, które przyciągnie masę widzów. Ponieważ żyjemy w katolickim kraju nie spodziewałem się zbyt dużej frekwencji w kinie – myliłem się. O 18:40 3/4 sali było zapełnione widzami, osobami starszymi i młodszymi, które czekały na wyświetlenie tego nominowanego do sześciu Oscarów filmu.

To, co wydarzyło się w Bostonie w 2002 roku, zbulwersowało ówczesną opinię publiczną. Dziennikarze „Boston Globe” dotarli do informacji, które ujawniły ponad 70 księży pedofilów. Jednak był to dopiero wierzchołek góry lodowej. Okazało się, że o wszystkim wiedziały władze kościelne, które starały się wszystko zatuszować i zamieść pod dywan. Chociaż „Spotlight” nie jest kinem akcji, to potrafi trzymać w napięciu, jak niejeden thriller. Dobrze zagrany, dobrze opowiedziany i dopełniony świetną muzyką, jest kandydatem do filmu roku. Czy otrzyma statuetkę? Mam nadzieję, że tak.