The Gambler

ONA:

Nie żebym była jakimś wyjątkowym ogórem, ale moja spontaniczność skończyła się mniej więcej gdzieś w połowie liceum. Nagle i zupełnie niespodziewanie przyszła ta pieprzona dorosłość, a za nią odpowiedzialność, organizacja i coraz częściej olewana i ignorowana spontaniczność. Cóż, na tym to ponoć polega. Chyba za bardzo poznałam samą siebie, bo teraz analizuję dużo więcej, rozkładam wszystko na czynniki pierwsze, wyciągam plusy i minusy. Jest naprawdę niewiele rzeczy, na które dam się namówić od razu. Na czele stoją spacery z Bowie i filmy z Markiem Wahlbergiem, za którym przepadam odkąd pojawił mi się ze swoim boskim torsem na jakimś muzycznym kanale sprzed lat. Dziś kolejna produkcja z jego udziałem. „Gracz” w reżyserii Ruperta Wyatta to kawał dobrego kina, dokładnie w takim stylu, za jakim przepadam.

Jim Bennett (M. Wahlberg) to wykładowca literatury na jakimś uniwerku. Lubi swoją pracę, ma wiedzę, jest inteligentny, ale strasznie wkurzają go jego studenci – znudzeni, bez talentu, traktujący jego zajęcia jako klasyczną zapchaj dziurę. Ale kiedy Jim nie stoi za biurkiem i nie opowiada młodym o geniuszach literatury, gra. Jest hazardzistą z krwi i kości, który ma ogromny problem z powiedzeniem „Stop!”. Co ciekawe – samo granie wychodzi mu świetnie. Dużo ryzykuje, dużo zyskuje, ale zamiast wycofać się we właściwym czasie, on brnie dalej. Kończy się to na ogół kolejną przegraną, kolejnym długiem, kolejnym zakapiorem, od którego pożyczył pieniądze i nie ma z czego oddać. Potem znowu wyhacza od kolejnego szemranego osobnika nieco funduszy – po to, by się odkuć. I tym sposobem Bennett zadłużył się u największych, najbardziej niebezpiecznych łajz. Musi zrobić coś, co sprawi, że stanie na nogi. Może pomoże mu w tym rodzinna fortuna? Może jeszcze ktoś inny? A może wreszcie powie „Dosyć”? Nieco spoilerując dodam, że w jego życiu pojawi się pewna apetyczna studentka…

Mimo bardzo przeciętnych ocen na portalach filmowych, ja uważam, że to kawał świetnie zrealizowanego kina, w którym sporo się dzieje. Opowiedziana historia jest „jakaś”, intryguje, wciąga, zaskakuje – a to już samo w sobie jest niewątpliwym sukcesem. Aktorsko również dobry poziom. Poza Wahlbergiem pojawia się tu Jessica Lange i John Goodman. „Gracz” to bardzo poprawnie zrealizowane widowisko, w którym nawet można się doszukiwać jakiś życiowych wskazówek i prawd. Ja się na tym filmie bawiłam wybornie.

ON:

43-letni Mark Wahlberg ze swoją kpiącą miną i z ciemnymi okularami na oczach, przypomina mi trochę Dennisa Quaida w „D.O.A.” Różnica jest jednak jedna. Gdy bohater grany przez Quaida – Dexter robił wszystko, aby przeżyć, to Wahlberg robi wszystko, by jego postać umarła. Te tak dwie różne osoby łączy coś innego. Obaj panowie są wykładowcami na wyższej uczelni i obaj zadają się ze swoimi uczennicami.

Okazuje się, że film z 1988 roku ma bardzo wiele wspólnych elementów z dziełem, które powstało prawie trzydzieści lat później. Pewne elementy są dosłownie dopasowane w te same miejsca. Możliwe, że gdzieś podczas produkcji czerpano z tego klasyka, zahaczającego o Noir. „The Gambler” z Wahlbergiem broni się na wielu płaszczyznach i chociaż to kino mało ambitne – potrafi dać bardzo dużo rozrywki. A chyba tego oczekujemy najbardziej.

Jim Bennett to wykładowca literatury, który nie potrafi poradzić sobie z jednym wielkim nałogiem – hazardem. Gra na upartego, w jedyny znany sobie sposób. Stawia najwyższą stawkę i jeśli wygra – znów stawia najwyższą stawkę. Wychodzi bowiem z założenia, że albo bierzemy wszystko, albo przegrywamy wszystko. Problemem jest jego wypłacalność, bo gdy nie ma już kasy, pozostają pożyczki, a jak wiadomo – pożycza się od tych, którzy łamią Ci palce, jeśli spóźnimy się ze spłatą. Nie przeszkadza to jednak wykładowcy w niczym. Długi zaczynają sięgać setek tysięcy dolarów, a on sam ma na oddanie tylko siedem dni. Wydaje się, że Jim ma wszystko w czterech literach. Przestaje się obawiać oprawców i na dodatek wdaje się w romans ze swoją uczennicą. Równia pochyła, po której zjeżdża w kierunku piekła, jest bardzo stroma i śliska.

Historia wydaje się banalna, sposób jej opowiedzenia także, a jednak film ma coś w sobie. Potrafi przyciągnąć i zaciekawić. Wahlberg naprawdę dobrze wcielił się w swoją rolę, a kolejne sceny pokazują jak łatwo zbliżyć się do dna, a potem, jak grzebać jeszcze głębiej.

Naprawdę warto obejrzeć „Gracza”. To kino zrobione w starym, dobrym stylu. Mało tu pościgów i wybuchów, a akcja i tak trzyma nas w napięciu. Dwie godziny mijają bardzo szybko, chyba nawet za bardzo…

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad